<title_newspaper=Przekrj> 
<title_article=Przeciwko mczynie> 
<author_1=Wiech>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year=1951>
<month=4>
<date=1951-04-08>
<period=w>
<status=1_obieg>
<support=paper>
Kiedy niedawno wyjedaem z Zakopanego w najlepsze sypa nieg. W Krakowie trafiem na przejmujce zimno. Na opustoszaych plantach miny mnie dwie modziutkie Krakowianki zajte oywion rozmow, z ktrej usyszaem jedno tylko zdanie:
powiedzia, e w eb sobie strzeli, bo mnie i ciebie jednakowo kocha
Ach! Wic to ju wiosna  pomylaem.
Spokojny byem o nieznanego kandydata na samobjc, e nigdzie sobie nie strzeli, ale dramatyczna jego deklaracja bya dla mnie niezbitym dowodem, e wiosna zblia si wielkimi krokami.
I rzeczywicie Warszaw zastaem, jak zwyko si pisa, w potokach wiosennego soca, rzucajcego oywcze promienie na czerwone zrby nowopowstaych itd
Wiosna w Warszawie wyglda nieco odmiennie ni gdzie indziej. Oczywicie i tu modzi ludzie padaj ofiarami mioci, czasem nawet podwjnej, ale na tle MDM, Mirowa, Muranowa, nowych tras, nie wybija si ona na plan pierwszy.
Ale jest, trwa, czyha na niebacznych w oddalonych alejkach azienek, w mlecznych barach, a nawet na ruchomych schodkach.
Zdaniem pana Piecyka z ktrym wybralimy si na pierwszy wiosenny spacer do Saskiego Ogrodu, naleaoby nad zagroonymi Warszawiakami roztoczy baczn opiek, bo
 zaczyna si to jakby nigdy nic. Kawaler panienkie na awce w ogrodzie bajeruje. Ona w ksiyc patrzy i oddycha niby ty to w sennem marzeniu si znajduje. Dopiero jak si frajer do caowania bierze, ona go jedn rk odpycha, a drug fest za gow, trzyma, eby si nie zniechci.
Po pierwszem pocaunku ju chopina wsik i ani si nie spostrzee jak go do magistrackiej cywilnej kaplicy zaprowadzi, gdzie go do ksiki onatych zapisz  i nowa ofiara losu gotowa.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>